Do bitwy zostało -112 dni.
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
  
Dowództwo Operacyjne Rodzajów Sił Zbrojnych
20 Bartoszycka Brygada Zmechanizowana
Samorząd Województwa Mazowieckiego
Urząd Miasta Mława
NOVAGO
ENERGA
 Bitwa 2017 - Wspomnienia z 10 rekonstrukcji
   10 Rekonstrukcji – NASZE WSPOMNIENIA
W tym roku organizujemy jubileuszową – 10. Rekonstrukcję bitwy pod Mławą. Z tej okazji poprosiliśmy różne osoby związane z jej organizacją o refleksje na temat mławskiego przedsięwzięcia. Przeprowadziliśmy cztery wywiady – z Burmistrzem Miasta Mława – Sławomirem Kowalewskim – inicjatorem i organizatorem rekonstrukcji, z insp. Witoldem Lemańskim – Komendantem Powiatowym Policji w Żurominie, jej pomysłodawcą, Pawłem Rożdżestwińskim – koordynatorem działań rekonstrukcyjnych oraz płk. Januszem Wiatrem – dowódcą 20 Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej, której święto w tym roku organizujemy w Mławie.

Systematycznie będziemy zamieszczać materiały opatrzone wspólnym logo „10 Rekonstrukcja – NASZE WSPOMNIENIA”. Zachęcamy do lektury.

Magdalena Grzywacz/RP UMM
Data wpisu: 24-08-2017r. powrót   
 
   SŁAWOMIR KOWALEWSKI - Rekonstrukcja - strzał w 10!
Rekonstrukcja bitwy pod Mławą w tym roku będzie organizowana po raz 10. Jej inicjatorem i realizatorem jest Sławomir Kowalewski, Burmistrz Miasta Mława.
Magdalena Grzywacz: Panie burmistrzu, w 2008 roku rekonstrukcje historyczne nie były jeszcze popularnym zjawiskiem angażującym społeczności i wpływającym na promocję gmin. Co spowodowało, że 9 lat temu zorganizował pan pierwszą rekonstrukcję w Mławie?
Sławomir Kowalewski:  W grudniu 2006 roku zostałem Burmistrzem Miasta Mława. W 2007 po raz pierwszy sprawując tę funkcję, uczestniczyłem w obchodach rocznicy wybuchu II wojny światowej. Potoczyły się w taki sam sposób, jak wcześniej, za moich poprzedników. W centrum miasta odbyła się defilada żołnierzy z Bartoszyc. Przyjechał generał tej jednostki i oprócz niego oraz burmistrza, stało w centrum dokładnie 11 osób. Staliśmy przed domem kultury, przy krawężniku i odbieraliśmy defiladę żołnierzy ze sztandarem i orkiestrą. Po jednej stronie ulicy 11 osób, po drugiej – do podstawionych pod ratuszem autobusów przemieszczało się 19 osób ze zwiniętymi proporcami. Ogółem naliczyłem na tych uroczystościach 30 osób, oprócz żołnierzy. Myślałem, że spalę się ze wstydu. Później przejechaliśmy pod Pomnik Piechura, a tam głos zabrało kilku polityków. Formuła uroczystości była męcząca, nawet dla mnie, jako gospodarza obchodów, a co dopiero dla osób, które tam specjalnie przybyły.
Oprócz polityków, burmistrza i około 150 żołnierzy, na uroczystości w Uniszkach były poczty sztandarowe i, dosłownie, kilka osób, które spontanicznie przybyły, aby wspomnieć rocznicę wybuchu II wojny światowej. Przed Mauzoleum stanęło więc nie więcej niż 300 osób.
Ciąg dalszy w pliku poniżej.
Załączniki:
1)   SŁAWOMIR KOWALEWSKI - Rekonstrukcja - strzał w 10!
Data wpisu: 24-08-2017r. powrót   
 
   MARCIN DOMINIAK – „Mława” jest marką samą w sobie
Witam i pragnę przekazać kilka słów na temat moich przemyśleń o Rekonstrukcji Bitwy pod Mławą 1939 r. Dla mnie to przede wszystkim spełnienie moich historycznych pasji. Mława od lat dostarcza niezapomnianych wrażeń. Rekonstrukcja dała mi możliwość poznania takich samych pasjonatów jak ja. To tu stawiałem pierwsze kroki w rekonstrukcji, to tu poznałem wielu wartościowych ludzi, patriotów. Były momenty i słabsze oraz osoby, które okazywały się złymi duchami tego widowiska. Niemniej jednak „Mława” przetrwała trudne chwile i dziś jest marką samą w sobie. Największe wrażenie robi na mnie skala organizacyjna przedsięwzięcia. Tego nigdzie nie widziałem w takim wymiarze. Duża chwała w tym względzie pracownikom Urzędu Miasta z Burmistrzem na czele. Niektórzy moi ciechanowscy koledzy i przyjaciele po latach mojego zaangażowania w działania na ziemi mławskiej (bo to nie jest tylko rekonstrukcja) śmiali się, twierdząc, że ze mnie to już Mławiak. I niech już tak będzie…
mjr Marcin Dominiak
Szef Wydziału Rekrutacji Wojskowej Komendy Uzupełnień w Ciechanowie, rekonstruktor Stowarzyszenia Rekonstrukcji Historycznej 79. pułku piechoty Strzelców Słonimskich im. Hetmana Lwa Sapiehy
fot.: WKU w Ciechanowie
Data wpisu: 23-08-2017r. powrót   
 
   SŁAWOMIR WIETECHA – Nie mogło zabraknąć harcerzy
Nasz hufiec aktywnie włącza się w działania lokalnej społeczności. Dlatego nie mogło nas zabraknąć na uroczystościach patriotycznych poświęconym Obrońcom Ojczyzny. W rekonstrukcjach Bitwy pod Mławą bierzemy udział od początku. Byliśmy na wszystkich. Do udziału w widowiskach angażuje się zwykle około 80 harcerzy i harcerek z ZHP i ZHR - którzy nas wspomagają. Rolą harcerstwa jest m.in. kształtować postawy patriotyczne. Poprzez pomoc w organizacji rekonstrukcji oddajemy hołd tym, którzy nas bronili i polegli, abyśmy mogli żyć wolnej Polsce. Głównym naszym zadaniem w centrum miasta i w Uniszkach Zawadzkich jest dostarczanie wody uczestnikom uroczystości oraz zaopiekowanie się osobami, które zasłabną oraz wezwanie profesjonalnej pomocy medycznej, gdy zajdzie taka potrzeba. Na polu bitwy zwykle jest gorąco, ktoś może poczuć się gorzej. Ważne, aby pomoc szybko przybyła. To nasza rola.

SŁAWOMIR WIETECHA
Komendant Hufca ZHP Mława
Data wpisu: 22-08-2017r. powrót   
 
   WOJCIECH ZALEWSKI – Krążę wokół Mławy
Już od wczesnej młodości Mława kojarzyła mi się z czymś zagadkowym i nieznanym. Co rok, gdy podróżowałem z rodzicami na wyczekane wczasy, mijałem stojące pośród łanów zbóż zagadkowe budowle, niepasujące do niczego. Wielkie betonowe kolosy wrosły w krajobraz pól tak, że stały się dla podróżujących punktem orientacyjnym na drodze na północ.

Wiele lat później, gdy w arkana historii zacząłem zagłębiać się na poważnie, te same bunkry – bojowe schrony piechoty - jak określa się je profesjonalnie, stały się dla mnie czymś bardzo osobistym. W roku 1995 podjąłem się wraz z kilkoma kolegami, zorganizowania pierwszej studyjnej podróży i opracowania dla Politechniki Warszawskiej kartograficznego obrazu Pozycji Mławskiej wraz z naniesieniem każdego schronu, każdego okopu i każdej istniejącej wówczas pozycji. Przez kilkanaście dni, chodząc po polach i lasach, udało nam się nanieść na mapę wszystko, co jeszcze istniało.

Kolejnym krokiem mojej przygody z Mławą była publikacja książkowa – „Mława 1939". Do dziś książka ta ma już trzy wydania. Kolejne projekty miały już z górki: Gra strategiczna „Mława 1939”, II tom Atlasu, w którym walki pomiędzy Turzą a Sławogórą rozrysowałem w skali kompanijnej, aż w końcu udział w rekonstrukcjach historycznych.

Wiele lat później, poszukując korzeni rodzinnych, natrafiłem na dokumenty Centralnego Archiwum Wojskowego dotyczące moich przodków. Okazało się, że jeden z nich w roku 1920, podczas wojny z Rosją Sowiecką, właśnie pod Mławą – w Czernicach Borowych, otrzymał Order Virtuti Militari. Tak to historia zatoczyła koło, a moje zamiłowanie do Mławy okazało się chyba zupełnie nieprzypadkowe.

Po dziesięciu latach rekonstrukcji historycznej Mława stała się synonimem rozpoczęcia wszelkich działań rocznicowych. To tu na polach pod Uniszkami Zawadzkimi odbywa się największa europejska bitwa, ukazująca działania wojenne. Istnieje ogromna szansa, że inscenizacja i wszystko co wokół niej już powstało będzie pracowało na ogromny sukces miasta, które stawiło tak zacięty opór najeźdźcy, i które nie uległo pod jego uderzeniami.
Data wpisu: 21-08-2017r. powrót   
 
   PAWEŁ ROŻDŻESTWIEŃSKI: MŁAWA JEST KRÓLOWĄ REKONSTRUKCJI POLSKIEJ
O nowościach w tegorocznej rekonstrukcji, a także o podsumowaniu dotychczasowej współpracy, z Pawłem Rożdżestwieńskim - głównym organizatorem rekonstrukcji z ramienia MILITARI ART., prezesem Polonia Militaris oraz działaczem Fundacji Wojskowości Polskiej rozmawia Magdalena Grzywacz.
Magdalena Grzywacz: Jesteś w Mławie od początku. Jak nasza rekonstrukcja się zmieniała?
PAWEŁ ROŻDŻESTWIEŃSKI:  W 10 edycji rekonstrukcji biorą udział rekonstruktorzy, którzy mieli po 10 lat, gdy się zaczynała. Teraz mają po 20 – czyli dorosło całe pokolenie rekonstrukcyjne. Ja jestem też o 10 lat starszy i wiem, że im dłużej trwa ta rekonstrukcja, tym mniej jest osób, które rzeczywiście brały udział w bitwie pod Mławą. Inaczej sytuacja wyglądała w 2008 roku i inaczej wygląda teraz. Sprawia to jeszcze większe zobowiązanie w stosunku do nas, bo jeśli 10 lat temu stopień umowności był duży, to teraz – wraz z rozwojem ruchu rekonstrukcyjnego i walką o drobiazgowość w odtworzeniu wszystkiego – na nas spoczywa obowiązek nie tylko tworzenia widowiska, ale wspominania tych, którzy odeszli. Oni nas zobowiązali i dali nam przyzwolenie, aby w ten sposób promować historię.
Ciąg dalszy w poniższym pliku.
Załączniki:
1)   PAWEŁ ROŻDŻESTWIEŃSKI: MŁAWA JEST KRÓLOWĄ REKONSTRUKCJI POLSKIEJ
Data wpisu: 18-08-2017r. powrót   
 
   ZBIGNIEW PRUSACZYK - Ludzie oczekują huku, błysku i dymu
Jeśli chodzi o obchody rocznicy wybuchu II wojny światowej i bitwy pod Mławą, przyjeżdżam przede wszystkim na ich pierwszą część, podczas której jest odtwarzany nalot na miasto. Ciężko mi jest ocenić, która z tych inscenizacji była najlepsza – każda była specyficzna. Poruszany temat jest co prawda jeden, ale aktorzy, którzy tam występowali, przedstawiali inscenizację na swój sposób, bez dokładnego scenariusza, co było bardzo interesujące. Najbardziej jednak podobała mi się inscenizacja w 2010 r., w której czynnie brali udział sam burmistrz Sławomir Kowalewski i inni ważni dla miasta mieszkańcy, m.in. dziekan dekanatu mławskiego ks. Kazimierz Ziółkowski. Chociaż każda na swój sposób była bardzo fajna, ukazywała życie mieszkańców Mławy tamtych czasów. Cenne jest też to, że co roku tak wielu mieszkańców chętnie bierze udział w rekonstrukcjach. Jestem za tym, żeby je kontynuować, ale - tak jak dotychczas - za każdym razem w jakiś sposób urozmaicać, gdyż gdyby co roku było to samo, podejrzewam, że stałoby się nudne. Dzięki wprowadzaniu nowych elementów, zawsze będą atrakcyjne dla widzów, a zwłaszcza dla młodych pokoleń.
Na rekonstrukcjach w Uniszkach Zawadzkich bywałem już rzadziej, jednak bardzo mi się one podobają ze względu na ich rozmach i widowiskowość. Mówiąc krótkimi, żołnierskimi słowami: ludzie oczekują huku, błysku i dymu – i ta dynamika w Uniszkach Zawadzkich jest zapewniona. Mam porównanie z innymi rekonstrukcjami bitew II wojny światowej, które nieraz ograniczają się tylko do pokazów statycznych sprzętu. Na ich tle ta w Uniszkach prezentuje się dużo lepiej.

ppłk Zbigniew Prusaczyk
Dowódca Uroczystości w Mławie, po raz siódmy biorący udział w obchodach rocznicy Bitwy pod Mławą
Data wpisu: 18-08-2017r. powrót   
 
   WITOLD LEMAŃSKI - Można robić znakomite widowiska, które przyciągają tłumy
- Pierwsza nasza rekonstrukcja, ta na Starym Rynku, całkowicie zaskoczyła widzów – tak bardzo, że gdy się skończyła, zapanowała taka cisza na mieście, że komara można było usłyszeć. I dopiero potem zaczęły się ogromne brawa – wspomina insp. Witold Lemański, pomysłodawca rekonstrukcji Bitwy pod Mławą i współorganizator wszystkich jej edycji. Z byłym Komendantem Powiatowym Policji w Mławie, a obecnie szefem jednostki w Żurominie, rozmawiamy o początkach działań „na linii frontu” i emocjach związanych z tą żywą lekcją historii.

Ciąg dalszy w poniższym pliku.
Załączniki:
1)   WITOLD LEMAŃSKI - Można robić znakomite widowiska, które przyciągają tłumy
Data wpisu: 18-08-2017r. powrót   
 
   WIESŁAW OLCZAK - Doświadczenie procentuje
Nie ukrywam, że najbardziej utkwiła mi w pamięci pierwsza „Mława”. To było wówczas coś wyjątkowego ze względu na samą lokalizację – miejsce jest historyczne, użyte są oryginalne schrony bojowe. Teren jest wyjątkowy również ze względu na swoją obszerność. Tutaj rzeczywiście można zaobserwować zarówno wielu ludzi, jak i dużo sprzętu. To naprawdę bardzo ciekawa sprawa, unikalna na skalę krajową. Właśnie to miejsce stanowi o wyjątkowości imprezy. Sprzęt i pirotechnikę można bowiem spotkać wszędzie – lepsze lub gorsze, w zależności od nakładów finansowych oraz możliwości i założeń scenariusza. Miejsce jest jednak wyjątkowe właśnie ze względu na swoją autentyczność.
W samej organizacji rekonstrukcji natomiast największym wyzwaniem jest pozgrywanie wszystkich elementów w czasie i w konkretnych miejscach. To niewątpliwy kłopot, gdyż uczestników jest bardzo dużo – razem z rekonstruktorami cywilnymi blisko trzysta osób – ale radzimy sobie. Doświadczenie zebrane z dotychczasowych dziewięciu lat procentuje.
Uważam, że rekonstrukcje powinny być nadal organizowane. Najlepszym uzasadnieniem jest liczba osób, które na nie przyjeżdżają. To są dziesiątki tysięcy ludzi. To jest wydarzenie, które ściąga wielu, i to z różnych zakątków kraju. Zarówno piątkowa impreza w mieście, jak i ta w Uniszkach – towarzyszy im bardzo duże zainteresowanie widzów. Zdecydowanie warto to kontynuować.
Wiesław Olczak, prezes Stowarzyszenia Historycznego „Pionierzy 40 pułku piechoty Dzieci Lwowskich”
Data wpisu: 16-08-2017r. powrót   
 
   JANUSZ WIATR - Spadkobiercy „Żelaznej Dywizji”
- Poprzez promowanie armii pragniemy utrwalać aprobujący stosunek do żołnierza, jak również prestiż i system wartości  z nim związany, czyli braterstwo, honor, odwagę i patriotyzm – mówi płk. Janusz Wiatr. Z dowódcą zaprzyjaźnionej z Miastem Mława 20 Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej, organizującej w tym roku w naszym mieście swoje święto, rozmawiamy o tradycjach 20 Dywizji Piechoty, promocji wojskowości i rekonstrukcjach bitwy pod Mławą.

KRZYSZTOF NAPIERSKI: 20 Bartoszycka Brygada Zmechanizowana kontynuuje tradycje walczącej pod Mławą 20 Dywizji Piechoty. W tym roku to właśnie w Mławie będzie obchodzić swoje święto. To moment symboliczny i zapewne wzruszający – zarówno dla żołnierzy Brygady, jak i dla mławian. Czego możemy się spodziewać podczas sierpniowych obchodów?
PŁK. JANUSZ WIATR: Wnioski i spostrzeżenia żołnierzy i pracowników wojska 20 Bartoszyckiej Brygady Zmechanizowanej z uczestnictwa w dotychczasowych obchodach święta brygady wskazują, iż organizacja uroczystości w Mławie podniesie w znaczącym stopniu jej rangę. Jest to niewątpliwie zaszczyt dla brygady, iż zaprzyjaźnione miasto Mława wyraziło wolę i chęć współuczestniczenia w naszej uroczystości. Rangę podnosi fakt, iż w tym dniu przypomnimy wszystkim również tych, którzy walczyli na przedpolach Mławy, a zwłaszcza tych którzy tam polegli. Historia 20 Dywizji Piechoty jest od lat nierozerwalnie związania z 20BBZ. Uważam, że nie gdzie indziej, ale właśnie tam gdzie walczyli w 1939 roku żołnierze 20DP, jest godnym miejscem dla uczczenia naszego święta. Będzie to również kolejna okazja do zaprezentowania społeczeństwu Mławy i przybyłym gościom 20BBZ, a jednocześnie sposobność pogłębienia przez żołnierzy brygady, wiedzy o 20DP i mieście Mława.
Dlaczego właśnie „Żelazną Dywizję” stawiacie sobie za wzór? Co w bohaterach spod Mławy podziwiacie najbardziej?
20 Dywizja Piechoty WP pod dowództwem płk. Wilhelma Liszki-Lawicza nie bez powodu została nazwana przez Niemców „Żelazną Dywizją”. W tym miejscu muszę przywołać jej historię, która do dzisiejszego dnia budzi szacunek i uznanie. Zadaniem 20DP była obrona rejonu mławskiego, który z punktu widzenia obronności kraju był niezwykle istotny, gdyż tędy prowadziła najkrótsza droga z Prus Wschodnich do Warszawy. 14 lipca pod Mławą i 12 sierpnia pod Rzęgnowem pod kierownictwem mjr. Juliusza Levittoux 20. batalionu saperów rozpoczęto potajemną budowę fortyfikacji, której niestety nie udało się ukończyć. W dniu 1 września 1939 r. nastąpiło natarcie niemieckich wojsk na pozycję mławską z zamiarem dostania się najkrótszą drogą do Warszawy. Mimo 3-krotnej przewagi liczebnej i ogniowej niemieckie oddziały pancerne żołnierzy I Korpusu Armijnego nie przełamały oporu polskich żołnierzy. Dzięki determinacji, zaciekłości zmagań i umiejętności w dowodzeniu na szczeblu taktycznym żołnierze dywizji zatrzymali niemieckie oddziały na 3 dni. Historia mówi, że straty po stronie niemieckiej były większe jak polskie. W związku z przełamaniem obrony polskiej, 4 września 1939 r. Dywizja wycofała się z rejonu mławskiego by bronić Warszawy. Po ciężkich bojach Niemcy w uznaniu za męstwo, hart ducha i sukcesy w skali taktycznej nad silniejszym przeciwnikiem Dywizję określili mianem „Żelaznej Dywizji”. Żołnierze mławscy przeszli do historii dzięki swojej ofiarności i bohaterskiej postawie, a także lojalności wobec Ojczyzny. Właśnie te cechy najbardziej budzą w nas respekt i podziw dla żołnierzy 20DP.   
Podczas mławskich uroczystości przede wszystkim upamiętnimy obrońców naszej Ojczyzny. To jednak także znakomita okazja do promocji armii. Czy obecnie wojsko potrzebuje takich działań promocyjnych? Polacy garną się do pójścia w kamasze?
Promowanie patriotyzmu i służby wojskowej wśród ludności cywilnej jest istotne, gdyż wojsko było, jest i będzie częścią społeczeństwa. W obecnych czasach słyszymy o nasileniu terroryzmu oraz konfliktach międzynarodowych wynikających m.in. z różnic kulturowo-politycznych. Różnego rodzaju napięcia międzypaństwowe z jakimi mamy obecnie do czynienia, wymagają szeregu dyskusji na temat współczesnych zagrożeń i bezpieczeństwa państwa. Nasze działania opierają się głównie na promowaniu bezpośrednim przez żołnierzy 20BBZ na różnych uroczystościach, jak również edukacji dzieci i młodzieży w szkołach oraz prowadzeniu portali internetowych o charakterze informacyjnym. Celem naszym jest kształtowanie patriotycznych postaw młodzieży i społeczeństwa oraz budowanie pozytywnego wizerunku żołnierza. Poprzez promowanie armii pragniemy utrwalać aprobujący stosunek do żołnierza, jak również prestiż i system wartości  z nim związany, czyli braterstwo, honor, odwagę i patriotyzm. Jest to dobra okazja nie tylko do promowania Wojska Polskiego, lecz również swojej jednostki, w celu pozyskania kandydatów do służby wojskowej. Bramy 20BBZ są otwarte dla każdego ochotnika, który wykaże gotowość do służby ojczyźnie oraz chęć doskonalenia i podnoszenia swoich kwalifikacji.
Jesteście na rekonstrukcjach bitwy pod Mławą od samego początku. Którą z edycji uważa Pan za najbardziej udaną i dlaczego? W jakim kierunku, Pana zdaniem, powinny zmierzać kolejne rekonstrukcje? Jak największy realizm względem wydarzeń historycznych, maksymalna widowiskowość czy może nawet wplatanie w inscenizację elementów alegorycznych, jak to miało miejsce w spektaklu na Starym Rynku w 2013 r.?
W mojej ocenie wszelkie rekonstrukcje walk historycznych to okazja głębszego zrozumienia sensu walki, ich heroizmu. 20BBZ zawsze, w ramach posiadanych możliwości, nie będzie szczędziła sił i środków, aby wspomóc władze Mławy w przedmiotowych przedsięwzięciach, wspierała grupy rekonstrukcyjne chociażby poprzez prezentację sprzętu bojowego. Dla nas to zarówno promocja brygady i Wojska Polskiego oraz pogłębienie więzi wojska ze społeczeństwem. W mojej ocenie nie rozmach stanowi o osiągnięciu celu przedsięwzięcia a właśnie umiejętność wyboru epizodu, jego stopień wierności odtworzenia, dokonanie stosownego komentarza. Jeśli można w to wpleść wątek alegoryczny – zarówno dla uczestników jak i widzów będzie to przeżycie, o którym długo nie zapomną. Historia i alegoria to dla naszego społeczeństwa często nierozerwalne pojęcia.
Od kilku lat można zauważyć, że żołnierze przyjeżdżający na mławskie rekonstrukcje, szybko awansują. Po ostatniej również mieliśmy kilka takich awansów: gen. broni Leszek Surawski został szefem Sztabu Generalnego Wojska Polskiego, gen. broni Jarosław Mika – Dowódcą Generalnym Rodzajów Sił Zbrojnych, a Marcin Dominiak i Józef Węgiel kapitańskie gwiazdki zamienili na dystynkcje majora. Wierzy Pan w taką „magię rekonstrukcji”?
Żołnierz wojska polskiego musi spełniać warunki do mianowania, które są zapisane w „Ustawie o służbie wojskowej żołnierzy zawodowych” tzw. Ustawie pragmatycznej. Awanse na wyższy stopień wojskowy otrzymuje się w wojsku dzięki osiągnięciom w wykonywaniu zadań służbowych, natomiast współudział w rekonstrukcji Bitwy pod Mławą może być jednym z wielu elementów jakie składają się na zasługi żołnierza, ale nie jest to wyznacznikiem jego mianowana. 
Data wpisu: 16-08-2017r. powrót   
 
   ARTUR RYFIŃSKI - Przejmująca i żywa lekcja historii
Rekonstrukcja Bitwy pod Mławą to jedno z największych w ciągu roku przedsięwzięć pod względem zapewnienia bezpieczeństwa. Za nami już 9 rekonstrukcji i 9 policyjnych akcji, podczas których z troską i zaangażowaniem dbaliśmy o bezpieczeństwo uczestników tak ważnej dla naszego miasta uroczystości. Za każdym razem mogliśmy też liczyć na ogromne wsparcie ze strony sąsiednich jednostek Policji.

Bitwa pod Mławą to dla nas nie tylko czas wytężonej pracy, ale moment przejmującej i wciąż żywej lekcji historii – w którą także jesteśmy bezpośrednio zaangażowani. Nasi policjanci - rekonstruktorzy są na polu bitwy, a rekonstrukcje historyczne stały się dla nich życiową pasją. Odwiedzają nas także policjanci działający w grupach rekonstrukcji historycznej z całej Polski. Jest w tym wszystkim coś wyjątkowego i wzruszającego. Jest w tym duch patriotyzmu i naszej policyjnej służby.

Komendant Powiatowy Policji w Mławie

insp. Artur Ryfiński
Data wpisu: 16-08-2017r. powrót   
 
   ZBIGNIEW KĄPIŃSKI – Scena pożaru była wyjątkowa
Rekonstrukcja bitwy pod Mławą i inscenizacja nalotu bombowego na Mławę to wyśmienite działania, które rozpowszechniają  wiedzę o bohaterskiej walce żołnierzy o północną granicę Rzeczypospolitej w pierwszych dniach września. Przypominają światu, że wojna 1939 r. rozpoczęła się właśnie tu i że mieszkańcy Mławy oraz jej okolic byli wśród ludności, która jako pierwsza doświadczyła jej okrucieństwa. Są także należnym hołdem składanym poległym tu żołnierzom.                                   
Zapytany o to, jak postrzegam owe widowiska przez pryzmat minionych 10 lat, uważam, że każda edycja miała wyjątkowy charakter. Na szacunek i podziw zasługuje aktywny udział w tym przedsięwzięciu mieszkańców Mławy w różnym wieku, zarówno kobiet i mężczyzn, jak też dzieci i młodzieży, działających w grupach rekonstrukcyjnych. W oczy rzuca się ich wielkie zaangażowanie. Widać, że robią to z pasją. Niewątpliwym walorem widowisk jest ich plenerowy charakter, który wywołuje niepowtarzalne i wyjątkowe emocje. To, co zwraca uwagę, to wysoki poziom organizacyjny, nacechowany dbałością o szczegóły. Ogromne wrażenie wywołują efekty pirotechniczne. Samoloty oddają właściwie atmosferę strachu. Niemiecki sprzęt pancerny i samoloty podkreślają przewagę sił III Rzeszy. Z racji wykonywanego zawodu doceniam też wysiłki organizatorów na rzecz bezpieczeństwa uczestników.
Jednak gdybym miał wskazać, które z dotychczasowych widowisk było dla mnie szczególnie wyjątkowe, wymienię inscenizację nalotu bombowego na Mławę w roku 2010.  Brali w niej udział strażacy z Ochotniczej Straży Pożarnej w Iłowie dysponujący wozem konnym z pompą ręczną z początków XX w., w zaimprowizowanej scenie gaszenia pożaru targowiska ulicznego, będącego efektem bombardowania. Zostałem wówczas poproszony o pomoc w zdobyciu historycznego sprzętu strażackiego, rekwizytów i mundurów przypominających te, które były używane w tamtym czasie. Z życzliwości dla tego szlachetnego przedsięwzięcia prośbę spełniłem najlepiej, jak umiałem. Scena gaszenia pożaru była dla mnie wyjątkowa, bo uzmysłowiła mi, jak w pierwszych dniach września mogła wyglądać, wywołana nalotami, sytuacja pożarowa w mieście. Zapewne panowała ogromna panika. W moich myślach pojawiały się pytania jak mogły wówczas wyglądać działania ratowniczo-gaśnicze. Wprawdzie strażacy mławscy dysponowali wówczas trzema samochodami strażackim, ale daleko im było pod względem technicznym do używanych współcześnie. Poza tym trzy wozy przy jednoczesności wielu zdarzeń to niewiele, a przecież nie mogli liczyć na wsparcie innych jednostek. Pożarom towarzyszyły zdarzenia o charakterze „katastrof budowlanych”. Zagrożenie dla strażaków było ogromne. W każdej chwili mogły runąć stropy czy ściany zbombardowanych budynków. W mojej głowie pojawiały się kolejne pytania. Czy strażacy mieli skąd czerpać wodę do celów gaśniczych? Jak, tuż po zakończonym bombardowaniu, wyglądała pomoc osobom rannym? Jako strażak spotykam się z wieloma tragicznymi w skutkach zdarzeniami, ale te w warunkach wojennych na pewno były szczególnie tragiczne.
Mławskie inscenizacje i rekonstrukcje wiele uczą i skłaniają do głębokich refleksji. Zróbmy wszystko, aby żyć w pokoju !

Zastępca Komendanta Powiatowego Państwowej Straży Pożarnej w Mławie
st. bryg. Zbigniew Kąpiński
Data wpisu: 16-08-2017r. powrót   
 
   Sławomir Cisowski - Inscenizacja historyczna

We wrześniu 1939 roku na przedpolach Mławy żołnierze Wojska Polskiego stawili czoła niemieckim najeźdźcom. Przez cztery dni skutecznie powstrzymywali przeważające siły wroga, zatrzymując ich marsz na Warszawę. Niemcom nie udało się przełamać dobrze przygotowanej i bohatersko bronionej polskiej pozycji umocnionej. Walczyli tam żołnierze 20 Dywizji Piechoty, która po tej bitwie została nazwana przez niemieckich dowódców „Żelazną Dywizją”.

Jak wyglądały przygotowania do obrony?

Kto walczył na Pozycji Mławskiej?

Jakie emocje towarzyszyły bohaterskim obrońcom?

Jak wojna dotyka zwykłych ludzi?

Próbą odpowiedzi na te pytania jest rekonstrukcja historyczna „Bitwa pod Mławą” jaka rozgrywa się na polu bitwy w Uniszkach Zawadzkich  ... od dziesięciu lat. Tak, dziesięć lat. Dziesięć lat pokazywania i popularyzacji historii, przywracania pamięci o ludziach i wydarzeniach, jakie miały miejsce na ziemi mławskiej.

 Byłem na wszystkich „Mławach”, co roku było słychać mój komentarz w trakcie inscenizacji, a niektórzy mówią nawet o mnie „głos z pola bitwy”. To zaszczyt brać udział w takim przedsięwzięciu, wydarzeniu, które jest efektem pracy wielu przyjaciół, wynikiem podchwycenia idei, jaka zrodziła się w głowie Witka Lemańskiego, a została przekuta przez miejscowy samorząd i lokalnych pasjonatów w coś wyjątkowego. To nie jest event zrobiony „na zlecenie”, to wielka zbiorowa inicjatywa, w której każdy z organizatorów ma swój wkład w powodzenie przedsięwzięcia. To widowisko istniejące także dzięki dziesiątkom tysięcy widzów, którzy wytrwale, co roku odwiedzają pole bitwy właśnie tego dnia, kiedy my rekonstruktorzy stajemy do „walki”.

Nie sposób wymienić wszystkich dobrych ludzi, których cierpliwość, pomysłowość i zaangażowanie stanowiło i stanowi siłę napędową „Bitwy pod Mławą”. Nie chciałbym urazić nikogo, kto miał lub ma swój wkład w sukces tego przedsięwzięcia, po prostu takich osób jest bardzo wiele. Nie chcę też wartościować roli poszczególnych współtwórców, którzy mieli swój udział w powstawanie zjawiska, jakim jest Mława, bo nie ma to głębszego sensu. Uważam, że każdemu, kto przyczynił się w ten czy inny sposób, należy się uznanie za wkład wniesiony w tworzenie swoistej marki tego niezwykłego widowiska.


Ten pierwszy raz...

Przez minione lata uczestniczyłem w procesie powstawania tego wydarzenia. Tworzyłem scenariusze, reżyserowałem i komentowałem tę niezwykłą inscenizację. Dziś przyjeżdżam do Mławy jako do miejsca, które dobrze znam, a ludzie, z którymi przychodzi mi tworzyć to widowisko, znają mnie. Jednak pamiętam ten pierwszy raz ...

 Nasza rekonstruktorska „paczka” robiła różne inscenizacje wcześniej, jednak Mława była pod wieloma względami wyzwaniem szczególnym. Prawdziwy schron bojowy, prawdziwe pole bitwy, prawdziwy samolot, no i przede wszystkim  prawdziwe dystanse… mniej umowności, więcej realizmu. Do tego wszystkiego założeniem był, poza elementami militarnymi, znaczny udział miejscowych uczestników w charakterze „ludności cywilnej”. Pierwsze uzgodnienia, rekonesanse, przymiarki to było wzajemne „rozpoznanie bojem”.

Od razu było widać, że podejście miejscowych organizatorów jest bardzo poważne. Nie było miejsca na „jakoś to będzie”. Różnie w polskiej rekonstrukcji bywało,  jednak w Mławie i Uniszkach Zawadzkich przygotowanie pola, jak infrastruktury i miejsc dla widowni to była prawdziwa operacja logistyczna. W Mławie? Tak, w mieście też, bo od początku „bitwa” łączyła się z widowiskiem „nalot”, co stanowiło konieczność przeprowadzenia dodatkowych przygotowań rekonstrukcyjnych. I oto nadszedł ten dzień, eleganckie oficerki do munduru przedwojennego policjanta ledwo weszły na moje solidne łydki, zapiąłem haftkę po szyją i ruszyłem „w bój”. Rekonstruktorzy militarni i ludność cywilna stanęli w gotowości. Zakończyła się oficjalna uroczystość ceremonialna, zabrzmiała muzyka, wypowiedziałem pierwsze słowa komentarza… przenieśliśmy się w czasie, zarówno uczestnicy jak i publiczność. Przez kilka długich chwil na mławskim rynku znów był rok 1939. W równej mierze osoby w mundurach historycznych i kostiumach cywilnych oraz widzowie doświadczyli niezwykłego… poczucia nieuchronności losu i grozy wojny.

Potem nadszedł dzień drugi, dzień „Bitwy pod Mławą”. Zawsze gdy jedzie się zrobić inscenizacje, człowieka gryzą wątpliwości. Czy przyjdą? Czy ich to zainteresuje? Potem trzeba sobie postawić pytanie: Czy wszystko jest dobrze i bezpiecznie przygotowane? Zaś kolejnym etapem jest czekanie, aż życie nam odpowie na wcześniej postawione pytania. Co innego ograniczona przestrzeń rynku, a co innego wielkie pole, nad którym ma jeszcze latać samolot. Na szczęście moje oficerki już się dopasowały, na wszelki wypadek nie zdjąłem ich na noc, żeby nie mieć rano trudności z założeniem. Odpadł jeden problem. Dyplomatycznie nie wspomnę, ile problemowych kwestii trzeba było rozwiązać do czasu rozpoczęcia „bitwy”. Pamiętam jedno podstawowe utrudnienie, pole było wielkie i wszędzie było daleko. Jednak nadeszła godzina „walki”, zabrzmiała muzyka, wypowiedziałem słowa komentarza… znów zaczęła się dziać historia. Wszyscy uczestnicy wykazali tak wielkie zaangażowanie, nikt wcześniej nie widział w Polsce tak emocjonalnego pokazania tragedii ludności cywilnej i takiego nalotu.

 „Mława” się obroniła… nie tylko jako widowisko, ale także wydarzenie żywej historii. Pewien sposób pokazania historii, jaki miał miejsce w trakcie widowisk w Mławie i Uniszkach Zawadzkich, zaczęto naśladować na innych inscenizacjach, zapraszano mławskich rekonstruktorów ludności cywilnej do udziału w widowiskach na terenie całego kraju. Ten poziom zaangażowania, a wręcz entuzjazmu, tchnął pewną nową energię w rekonstrukcję historyczną. Tutaj, w Mławie, zadziały się rzeczy praktycznie niemożliwe do pokazania w innym miejscu lub w innych okolicznościach. To tu, gdy na Rynek, w szyku defiladowym, wkroczył niemiecki Wehrmacht, kobieta-widz dała lekcję patriotyzmu, rzuciła się ratować zdeptana polską flagę, zanim zdążyli to zrobić rekonstruktorzy, mający odegrać tę scenę. To tu, na polu w Uniszkach Zawadzkich polski schron bojowy co roku broni się przed przeważającymi siłami wroga, dając świadectwo chlubnej historii polskiego oręża.

Staramy się zaskoczyć widzów

Stało się, widowisko wpisało sie w kalendarz polskiej rekonstrukcji historycznej. Kolejne lata to właśnie swoista ewolucja mławskiej inscenizacji. Zwiększyła się liczba uczestników, pole bitwy też stało się znacznie większe, jednak zawsze celem widowiska było pokazanie historii tak jak ją zapamiętali ludzie, w oparciu o relacje i wspomnienia. Dlatego rozmowy z weteranami bitwy i opowieści przyniesione z domów uczestników rekonstrukcji stanowią ważny element przygotowań. Tak samo istotne są, w towarzyszącym rozgrywającej się akcji komentarzu, fragmenty przekazów odnoszących się do konkretnych chwil walki.

Ponieważ siłą rzeczy „pole bitwy” znajduje sie zawsze w tym samym miejscu, co roku staramy się nieco zaskoczyć widzów, uwypuklając różne epizody walk, pokazując co raz to inny sprzęt historyczny, czy dodając do widowiska element pokazu wyszkolenia wojskowego. Ważne też są elementy służące przybliżeniu mało znanych aspektów bitwy, jak obecność żołnierzy - Białorusinów w Wojsku Polskim. Ogromną rolę odgrywa w tym jednodniówka „Kurier z Pola Bitwy”, prezentując wiele informacji historycznych oraz pokazując proces przygotowania przedsięwzięcia i zwracając uwagę na różne ciekawostki, a także dostarczając informacje organizacyjne, ważne dla widzów.

Warstwa inscenizacyjna także ewoluuje i jest wzbogacana oraz zyskuje nowe elementy. Zmieniająca się, efektowna oprawa pirotechniczna, z którą zsynchronizowany został pokaz akrobacyjny zespołu samolotów, to jedna z wizytówek tego widowiska. Bo „Mława” cały czas pozwala odnaleźć widzom coś nowego, nawet tym, którzy są na niej kolejny raz

Zobaczyć, usłyszeć i poczuć historię

Na polu w Uniszkach Zawadzkich, dzięki wysiłkowi rekonstrukcyjnych pionierów, autentyczny schron bojowy został otoczony liniami transzei i zasiek. Ciekawe ukształtowanie miejsca rekonstrukcji pozwala na realistyczne pokazanie walki. Niemieckie oddziały wychodzą na rubież z odległego lasu, pokonują rozległe pole i trafiają na zamaskowane polskie pozycje. Miejsce pozwala na wykorzystanie wozów bojowych, w sposób umożliwiający zaprezentowanie ich dynamiki i manewrowości. Efekty pirotechniczne zapewniają wyjątkowe odczucia, dosłownie uderza żar płonących wiejskich zabudowań oraz czuć potęgę podmuchów artyleryjskiego ostrzału czy lotniczego bombardowania. Jednak przede wszystkim w tym miejscu rekonstruktorzy mają okazję przeżyć trudy zażartego starcia odgrywanego na prawdziwym polu bitwy, zaś widzowie dzięki realizmowi tego miejsca mogą w pełni poczuć smak żywej historii. Zobaczyć, jak walczył i zwyciężał polski żołnierz w 1939 roku. Co roku świadkami inscenizacji historycznego starcia stają się dziesiątki tysięcy ludzi i to jest najlepszy dowód, że „Mława” skutecznie się broni i zdobywa zainteresowanie publiczności.

 Dzisiaj pole bitwy nie wydaje mi się już tak duże jak za pierwszym razem. Nie wiem ile razy, przez te minione lata, przemierzyłem je pieszo lub na quadzie. Gdy w końcu sierpnia stawiamy się na polu, wiemy, że każdy ma do zrobienia swój „kawałek” widowiska, ale jedynie poprzez współpracę osiągniemy cel, bo jest to możliwe tylko przy zgranym działaniu zespołowym. To pole jest zbyt duże, by stać się sceną dla jednego aktora ...

 Mławskie widowisko stało się niewątpliwie największym przedsięwzięciem rekonstrukcyjnym poświeconym upamiętnieniu historii Kampanii Wrześniowej. Przez minione lata zasługą organizatorów i uczestników jest stworzenie inscenizacji pozwalających pokazać zarówno obraz walki, jak też dramat ludności cywilnej, dotkniętej przez wojenną pożogę. Bo tylko w trakcie rekonstrukcji historię można zobaczyć, usłyszeć i poczuć… dosłownie. Zresztą o czym tu więcej pisać? Jeden obraz potrafi zastąpić tysiąc słów. Pozwól sobie zapewnić niesamowite wrażenia jak żar pożarów, podmuchy wybuchów czy drżenie ziemi pod gąsienicami czołgów. To trzeba zobaczyć, tutaj trzeba przyjechać, by dotknąć przeszłości.

 Jednak w Mławie jest też coś więcej, co wyróżnia to wydarzenie. „Pole bitwy” ma przyjazne zaplecze, oglądamy widowisko po zaparkowaniu samochodu na przygotowanym parkingu, z profesjonalnie przyszykowanych trybun lub zza fachowo postawionych ogrodzeń, przy dobrym nagłośnieniu. „Bitwa” nie jest dodatkiem do oficjalnych uroczystości, jest ich integralną i dominującą częścią. Co ważne, całemu przedsięwzięciu towarzyszy „dobra energia”. Tutaj organizatorzy „nie muszą” tylko „chcą” dać wszystkim prawdziwy kawałek lokalnych dziejów i starają się to zrobić jak najlepiej. Po prostu inaczej nie wypada, gdy robi się inscenizację na autentycznym polu bitwy, w miejscu gdzie walczyli prawdziwi bohaterowie.

Data wpisu: 16-08-2017r. powrót   
 
© 2008 Copyright www.bitwa1939.mlawa.pl All Rights Reserved.